poniedziałek, 19 lutego 2018

STYCZEŃ W ZDJĘCIACH (2018)

1. Nowe milusie kapciuszki 2. Czas na pielęgnację twarzy z Foreo 3. Breloczkowy raj
4. Idealny kalendarz, który otrzymałam od mojego chłopaka <3

5. Śniadanie 6. Sky Tower Wrocław 7. Chwila relaksu 8. 7 URODZINY BLOGA ROKSI

9. Czas na zakupy 10. Pyszny obiadek w Pasibusie 11.Dzień Babci z Bielenda - prezent już czeka
12. Takie poranki ze słodziakami

13. W drodze na uczelnie 14. Sałatka z piersią z kurczaka w płatkach 15. Sesja 16. Miałam kilka batonów foods by Ann i to jest jedyny smak, który udało mi się zjeść w całości

17. Kanapki z jajkiem i żurawiną 18. Nauki ciąg dalszy 19. Wieczorne słodkości 20. I faza na nachosy

21. Wpis z wykończonymi produktami się zbliża :D 22. Racuchy 23. Organizacja kalendarza na nowy rok 24. Śpioszek

25. Ciężkie poranki 26. Śniadanko 27. CZY PO RAZ KOLEJNY POLUBIŁAM PRODUKTY SYNCHROLINE 
28. Niebawem na blogu wpis o książce - kto zgadnie tytuł? :D

29. W ostatnim czasie Ikea to najczęściej odwiedzany przez nas sklep :D 30. Świat przypraw
31. Małe grzeszki 32. Jakby było mało miejsca do spania w domu :D

33. Zawartość grudniowego ShinyBox'a 34. Parówki w cieście francuskim 35. Jednak jest jeszcze jedno najlepsze miejsce do spania 36. Nauki nie ma końca

38. Nic dodać nic ująć :D 39. Małe zakupy 40. Kto lubi?

41. WOŚP 42. Po wielu wszędzie słyszanych zachwytach zdecydowałam się wypróbować Snow Balls Milki no i ja nie wiem o co tyle szumu, bardzo przeciętne 43. Skręcamy 44. A kuku :)

45. Wizyta w Wroclavi 46-47. Nie obeszło się bez obiadu w Pasibusie 48. Był i czas na kino

49-52. Film Pasażer ciekawy i warty zobaczenia. Jednak Cinema City we Wroclavi to najgorsze kino w jakim byliśmy. Pierwszy raz spotkaliśmy się z tym, żeby reklamy były tak głośno, podobnie film. Nie dało się wytrzymać na sali. Już w trakcie filmu mega mnie rozbolała głowa, a ból jaki miałam po wyjściu z kina był najgorszym bólem głowy w moim życiu. Nie mogłam normalnie funkcjonować do końca dnia, a dopiero na drugi dzień doszłam do siebie. Zdecydowanie nie polecam tego kina bo zamiast relaksu po egzaminie przeszłam katorgę :(

53. Zimowy poranek 54. Śniadanie 55-56. CZY JA LUBIĘ KORPORACJĘ?

57. Serek wiejski z ogórkiem 58. Wizyta u dziadków 59. Zakupy spożywcze 60. Miesiąc w zdjęciach bez domowej pizzy byłby wpisem straconym :D

61. Zupka 62-63. Na drugie znowu sałatka z piersią z kurczaka 64. A na deser piernik

65. Norma w sumie :D 66. Jeszcze raz ;) 67. Czas na skonsumowanie świątecznego prezentu
68. Praca licencjacka w toku

69. STYCZNIOWY SHINYBOX - WINTER WONDERLAND 70. Takie naleśniki smaży mi mój kucharz <3 
71. Wieczorna lektura 72. Praca do późna 

73. I tak przez kolejne tygodnie :/ 74-75. Miesiąc sałatek 76. Zdrowe słodkości

77. Nowe szklaneczki i herbatki - na moim profilu na instagramie (rroksi) zapisane są wszystkie nagrania z instastory od grudnia, więc jeśli coś przegapiliście to zapraszam do nadrobienia zaległości :)
78. Placuszki 79. Znowu skręcamy 80. Kiedy to się skończy

81. Czas na wieczorną herbatkę 82. Ikea ponownie 83. Dlatego szybko zakończyliśmy zakupy
84. Pizza time

85. Obowiązki 86. Obiad 87. Relaksik 88. I powrót do mojego obecnego przeznaczenia - dlatego tak mało ostatnio dla Was publikuje :(

Zapraszam do obserwowania mnie na instagramie, jestem również aktywna na instastory:

niedziela, 11 lutego 2018

EKSKLUZYWNE HERBATY ZE SRI LANKI IDEALNE NA WALENTYNKI


Jak wiecie uwielbiam herbaty i gdy tylko wpadną w moje ręce jakieś fajne nowości to polecam Wam je na blogu. Markę Basilur odkryłam dopiero w tym miesiącu. Ponieważ zbliżają się Walentynki pomyślałam, że to świetna okazja, aby podsunąć Wam ciekawy pomysł na prezent. Jak tylko zobaczyłam te eleganckie opakowania i poczułam jak pięknie pachnie ich zawartość stwierdziłam, że to idealna inspiracja na święto zakochanych.

Miałam już setki herbat, ale te zdecydowanie mają najpiękniejsze zapachy. Jeśli jesteście fanami herbat lub takich znacie koniecznie musicie to sprawdzić. Do tego gdy sięgam po te piękne pudełeczka czy puszki to od razu poprawia mi się humor. 
Pokazywałam je kilka dni temu na moim instastory (rroksi) - jeśli chcecie zobaczyć nagrania to są zapisane na moim profilu. I przyznam się, że wypróbowałam wszystkie w jeden dzień. 
To chyba przez te piękne zapachy :D 

W mojej kolekcji znalazły się:







Tylko jedna z nich jest w torebkach w kształcie piramidki, a reszta jest sypana. Ja korzystam z zaparzaczy, ponieważ nie lubię jak mi pływają te listki itp. w kubku. Dużą zaletą jest to, że po otwarciu paczki widzimy to co jest podane w składzie. Herbata nie jest przemielona jak te dostępne w supermarketach. Również wszystko jest wyczuwalne w trakcie picia. Smaki są dość intensywne. Tylko jedna nie przypadła mi do gustu, ale to ze względu na to, że posiada w składzie cynamon, za którym nie przepadam zwłaszcza w herbatach. Jest to Spice Up, więc jeśli w przeciwieństwie do mnie lubicie go to polecam bo jest bardzo wyczuwalny. Ten napar wspomaga prace wątroby i usprawnia trawienie.

Ciężko wybrać mi tą najlepszą dlatego wyróżnię dwie. Ponieważ bardzo lubię zielone herbaty najczęściej będę sięgać po Folk Green oraz Jasmine. Pierwsza z nich jest z dodatkiem jabłka, brzoskwini, słonecznika i bławatka, a druga zawiera pąki jaśminu. 
Co ciekawe herbata jaśminowa wspomaga trawienie oraz działa uspokajająco. Dodatkowo ma właściwości antybakteryjne i antywirusowe. Może również pomóc osobom z tłustą skórą, ograniczając produkcję sebum, zwalczając trądzik i bilansując hormony.

W For You Pearl ma słodziutką puszkę w kształcie serca. W jej zapachu jak i smaku najbardziej wyczuwalna jest róża. Love Story vol. II to połączenie czarnej herbaty z zieloną. Posiada również nutę migdałów oraz róży. Pomimo, że nazwa jak i opakowanie Winter Holidays przywodzi na myśl święta to sprawdzi się ona także w trakcie całego roku. To coś dla fanów słodkich smaków. Mamy tu skórkę pomarańczy, wanilię, truskawkę oraz krem. Pachnie jak pyszny deser.  

Każda herbata poza opakowaniami, które możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu kryje się w środku w hermetycznych paczkach. Po otwarciu są one dodatkowo z zamknięciem strunowym, więc można przechowywać je na dwa sposoby. W przypadku kartoników pozostawiłam mieszanki również w woreczkach. Resztę przesypałam bezpośrednio do puszek.

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na prezent dla swojej drugiej połówki to polecam Wam najpiękniej zapakowane i magicznie aromatyczne herbaty Basilur.

Znacie herbatki tej marki? Która zaciekawiła Was najbardziej? :)














poniedziałek, 5 lutego 2018

JAK POPRAWIĆ SYLWETKĘ BEZ WYSIŁKU


Początek roku to czas w którym wiele osób zmaga się z postanowieniami noworocznymi. Najczęściej walczymy o piękną sylwetkę, zwłaszcza na długo wyczekiwane wakacje, które są przed nami. Minął pierwszy miesiąc i pewnie część z Was znalazła już złoty środek jak osiągnąć swój cel, ale są i takie osoby, który po tych pierwszy tygodniach się zawiodły. Dlatego właśnie teraz przygotowałam wpis, który zainteresuje obie te grupy osób, zarówno tych co odnieśli sukces jak i polegli. Dzisiaj zdradzę Wam czy można poprawić sylwetkę bez wysiłku. 

Jesienią zdecydowałam się skorzystać z zabiegów biostymulacji w KaVi Wellness. Polegają one na treningu mięśni w trakcie, którego naszym jedynym zdaniem jest leżeć i się relaksować. Tak, to jest możliwe. Przesympatyczne panie Kasia i Wiola podłączają na wybranych częściach ciała elektrody, które dostarczają sygnały imitujące naturalne impulsy elektryczne. Ich wielkość i częstotliwość dobrana jest tak by optymalnie stymulować, rzeźbić, odmładzać i kształtować obszary poddawane terapii. Podczas zabiegów urządzenie generuje całe sekwencje impulsów, które we właściwy sposób pobudzają skórę, tkanki łączne i tłuszczowe, mięśnie, układ krążenia i limfatyczny.
Holistyczne zasady biostymulacji oraz wachlarz kilkudziesięciu programów do ciała i twarzy stworzył zespół fizyków, lekarzy i fizjologów.
Wykonując standardowe ćwiczenia fizyczne, zazwyczaj jesteśmy w stanie uruchomić i pobudzić do pracy około 50-60% swoich włókien mięśniowych. Przy biostymulacji Ultratone pracuje 100% włókien mięśniowych. Zabiegi te nie obciążają stawów, ani wiązadeł.

Ponieważ maszyna i elektrody na pierwszy rzut oka nie wzbudzają wizualnie miłych odczuć byłam bardzo ciekawa czy to może być już nie nawet przyjemne, a przede wszystkim do wytrzymania. Niby zdania są podzielone dla jednych zabieg ten jest bardzo przyjemny dla innych nie. Mi ciężko jest stwierdzić do której z tych grup powinnam należeć. Pierwsze pięć zabiegów było dla mnie przyjemne, każdy kolejny coraz mniej, ale wytrzymałam do końca. Jest to kwestia po pierwsze doboru programów ponieważ przy każdym zabiegu możemy je zmienić. Dwa z nich niestety miały dla mnie nieprzyjemne impulsy. Nie trwały one przez cały program, a tylko pomiędzy tymi znośnymi trafiały się takie mega mocne i bardzo nieprzyjemne. Po drugie z każdym zabiegiem dąży się do zwiększania intensywności impulsów. Każdy z nas jest inny i może mieć różne odczucia dlatego myślę, że nie ma co się tym sugerować. Ja zniosłam to bardzo dobrze, poza drobnymi wyjątkami, ale i tak bardziej zaliczam to do zabiegów relaksujących niż jakiś przynoszących ból.
Kolejna rzecz na którą warto zwrócić uwagę to czas trwania takiego zabiegu. Dla mnie te około 40 minut było miłym resetem w ciągu dnia, chociaż należę do osób, które nie lubią bezczynnie leżeć. Zawsze można wziąć ze sobą telefon czy książkę by czas szybciej minął. 

Jak z efektami? Dziesięć zabiegów ma zmniejszyć nasze obwody na tyle, żebyśmy mogli cieszyć się jednym rozmiarem mniej. Ja skorzystałam z całej serii czyli dokładnie dziesięciu zabiegów. Może rozmiaru mniej niestety nie udało mi się osiągnąć, ale efekty są zadowalające. Obwody w miejscach w których miałam wykonywane zabiegi zmniejszyły się o parę centymetrów. Ja postawiłam na brzuch i uda. Największy zmianę widać na udach, ale w miejscu nad kolanami (mięsień czworogłowy uda). Jestem już dwa miesiące po zabiegu i w tym miejscu efekt również najlepiej się utrzymuje. Miłym zaskoczeniem było zmniejszenie się widoczności rozstępów.
Skóra stała się bardziej napięta i uelastyczniona.
W trakcie zabiegów nie wykonywałam żadnych ćwiczeń, ani nie zmieniłam swojej diety. Zaleca się wprowadzenie pewnych zmian w odżywaniu, ale ja w miarę możliwości jakie mam staram się odżywiać zdrowo i piję na co dzień tylko wodę niegazowaną i herbatę bez cukru. Z pewnością gdybym całkowicie odstawiła spożywanie pizzy czy podobnych dań oraz słodyczy w tym czasie efekty byłyby dużo lepsze. Jednak w moim żywieniu pozwalam sobie na takie rzeczy, więc chciałam zobaczyć jaki wpływ na ciało będzie miała sama biostymulacja.

Uważam, że zabieg ten jest świetną sprawą kiedy dodatkowo wprowadzimy sobie dietę czy ćwiczenia lub będzie w zastępstwie zamiast standardowych treningów, których nie możemy przez jakiś czas wykonywać z powodu np. kontuzji.

Więcej informacji na temat biostymulacji oraz cennik znajdziecie na stronie KaVi Wellness.

Jestem ciekawa czy słyszeliście już o tym zabiegu oraz czy z niego korzystaliście :)

piątek, 26 stycznia 2018

STYCZNIOWY SHINYBOX - WINTER WONDERLAND


Styczniowe pudełeczko ShinyBox jest moim czwartym. Zawsze pokazuje zawartość na moim instastory rroksi oraz dodaje zdjęcia na profilu na instagramie i fp. Jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi moim nowościami to koniecznie zaobserwujcie mój profil <3
Jakiś czas temu pokazywałam na blogu zawartość mojego pierwszego pudełka <tutaj> - jeśli nie widzieliście to zapraszam. A za nami już kolejne miesiące i przychodzę dzisiaj ze styczniową zawartością. Jak ten czas szybciutko płynie ;)

W tym miesiącu pudełko jest w moim ulubionym kolorze pudrowego różu. Zaszła zmiana w ulotce opisującej zawartość pudełka - teraz do opisów dołączone są zdjęcia co moim zdaniem jest dużym plusem. Jest to bardziej czytelne. 

Przechodzimy teraz do kosmetycznych nowości. Żadnego z tych produktów wcześniej nie miałam. Najbardziej ucieszyłam się z kul do kąpieli Delia, którymi przepięknie pachnie całe pudełko. Uwielbiam kąpiele więc z pewnością się u mnie sprawdzą. Kremy pod oczy są zawsze u mnie mile widziane. Marki Naobay nie znam, więc jestem ciekawa czy przypadnie mi do gustu. Mamy tutaj również pełnowymiarowe opakowanie maseczki do włosów, które przy moich długich włosach zawsze się przydają. Ten naturalny pumeks widzę po raz pierwszy i jestem ciekawa czy będzie tak skuteczny jak te klasyczne. Błyszczyk niestety nie trafiony ze względu na kolor, podobnie jak chusteczki do higieny intymnej dla kobiet w ciąży i po porodzie (chociaż dla tych przed ciążą są pewnie również odpowiednie :D). I na koniec lakier do paznokci, czerwonych nigdy dość ponieważ ten kolor zawsze nosze na pazurkach u stóp. 

Jestem ciekawa jak Wam podoba się ta zawartość :)



czwartek, 25 stycznia 2018

CZY PO RAZ KOLEJNY POLUBIŁAM PRODUKTY SYNCHROLINE


Pod koniec sierpnia na blogu pojawił się wpis z trzema produktami marki Synchroline, które zostały moimi ulubieńcami <tutaj wpis>. Pierwsze podejście do kosmetyków tej marki zakończyło się sukcesem. Dzisiaj dowiecie się czy polubiłam również kolejne produkty tej firmy.

Za pierwszym razem byłam bardzo zadowolona z rollera na pojedyncze zmiany trądzikowe. Postanowiłam więc wypróbować następny produkt z tej serii. Wybrałam płyn przeciwtrądzikowy z gąbką samosterylizującą Aknicare. Ten roztwór alkoholowy ma natychmiastowo i intensywnie działać na zmiany trądzikowe. Z pewnością jego zaletą jest to, że przyspiesza usuwanie niedoskonałości, które już pojawiły się na twarzy. Ładnie je wysusza i proces gojenia jest krótszy. Jednak wspomaga on tylko cały ten cykl. Niestety nie zmniejsza on ilości nowo powstających zmian. Opakowanie znacznie większe niż w przypadku rollera z sierpniowej recenzji, ale nie starczyło mi na dłużej. Spowodowane jest to tym, że ma większy aplikator. Kuleczka sprawdziła się u mnie znacznie lepiej. Tutaj pojawiła się również trudność w aplikacji, gdy została już końcówka płynu.

Poprzedni preparat uelastyczniający do skóry okolic oczu zastąpił krem z serii Synchrovit. Można go także stosować na okolice ust, ja jednak aplikuje go tylko na skórę wokół oczu. Również świetnie sprawdza się przy bardzo wrażliwej skórze. Ma nieco inną konsystencję, jest gęstszy, ale zaskakująco lekki. Przez co szybciej się wchłania i nie zostawia śladu po aplikacji. Ładnie wygładza, uelastycznia i zmniejsza cienie pod oczami. Sprawdza się zarówno na noc jak i pod makijaż.
Opakowanie jest praktyczne.

Ostatni produkt na dzisiaj to krem na przebarwienia Thiospot. Wybrałam go ze względu na przebarwienia potrądzikowe na twarzy. Krem nawilża skórę i wyrównuje jej koloryt. Jak wiadomo w przypadku tego typu produktów na efekty trzeba poczekać znacznie dłużej. Rozjaśnienie przebarwień jest widoczne. Aplikuje się go na noc, a w trakcie jego stosowania na dzień zaleca się krem z filtrem. Nakładamy cienką warstwę i delikatnie masujemy.
Krem szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej skóry.

W przypadku wszystkich produktów szata graficzna jest spójna. Jest delikatna i jak na kosmetyki apteczne dojść ładna. Jedynie ilość tekstu na opakowaniach powinna być nieco mniejsza.

Znacie te produkty? Który z nich najbardziej Was zainteresował? :)